Archives

Cudem ocalona – Ossolin, Leszczków

Jedna z najbardziej znamienitych rodzin w Polsce. Wielce zasłużona nie tylko w dziedzinie wojskowości, ale przede wszystkim w kulturze. Dzięki nim do dzisiaj cieszymy się takimi skarbami jak Zamek w Ujeździe, Kolegiata w Klimontowie czy Ossolineum z całym swoim dziedzictwem. Mowa oczywiście o rodzie Ossolińskich. 

Nie będę opisywał tu szczegółowo genealogii tego rodu. Nie będę rysował drzew genealogicznych ani analizował zawiłej historii ich rodowych posiadłości. Choć akurat to ostatnie ma coś wspólnego, przynajmniej hipotetycznie, z główna bohaterką dzisiejszego artykułu. Ossolin od wieków był rodową siedzibą Ossolińskich. Już pod koniec XIV stulecia został wybudowany przez Jaśka Topora zwanego Owcą niewielki drewniany a może nawet murowany zamek. Przez wieki był przebudowywany przez kolejnych  jego właścicieli, modernizowany, najeżdżany i niszczony m.in. przez Szwedów i sprzymierzone z nimi wojska Rakoczego. Świetność swoją zawdzięcza kanclerzowi wielkiemu koronnemu Jerzemu Ossolińskiemu, który w znaczny sposób go rozbudował i uświetnił licznymi skarbami.

Zamek w Ossolinie w 1794 roku wg Zygmunta Vogla

Na ścianach wisiały znamienite obrazy i przypuszczalnie, zgodnie z rodzinnymi przekazami, ikona Matki Przenajświętszej, nasza bohaterka. Od drugiej połowy wieku XVII zmieniali się właściciele Ossolina, by finalnie przez jakiś czas wrócić w ręce Ossolińskich a później trafić do Ledóchowskich. Opisy z tego okresu pokazują jednak, że zamek podupadał. Już w roku 1800 nie był zamieszkiwany a wykorzystywany jedynie jako magazyny. W 1816 roku, jego ówczesny właściciel Antonii Ledóchowski, powziął brzemienną w skutkach decyzję o wysadzeniu zamku w powietrze. Dlaczego? Przypuszczenia są różne. Może szukał legendarnych skarbów pozostawionych gdzieś w zamkowych murach przez kanclerza Ossolińskiego? A może chciał ochronić swojego syna przed przepychem, który potencjalnie mógł dawać zamek? Dzisiaj już tego nie rozstrzygniemy. Ale być może właśnie wtedy zamek opuściła nasza bohaterka i weszła w ręce rodziny Ossolińskich. Skąd takie przypuszczenie? Na ikonie, jak można zobaczyć gołym okiem, widoczne są ślady nadpalenia. Spadkobiercy rodu Ossolińskich mówią, że to cudem ocalony z zamkowego pożaru zabytek. Czy z tego? A może jeszcze z jakiegoś innego pożaru, który miał miejsce podczas ponownego zasiedlenia przez Ossolińskich zamku w wieku XVIII? Nie możemy mieć pewności. Pewnym natomiast jest to, że Madonna Ossolińska trafiła w ręce urodzonej 4 II 1877 roku  w Ossolinie, w tamtejszym dworze, Gabrieli Ossolińskiej, córki Jerzego Wiktora h. Topór i Jadwigi Lossow. 

Ossolińska Madonna

Gabriela z kolei w 1896 wyszła za mąż za Stanisława Mikułowskiego-Pomorskiego, ziemianina z pobliskiego Leszczkowa. Po ślubie zamieszkała w tamtejszym dworze. Razem z nią „nasza” Madonna. To jedna z niewielu pamiątek, jakie udało się ocalić z pożogi wojennej najpierw Pierwszej a później Drugiej Wojny Światowej. Studiując historię tych terenów wiemy, że toczyły się tu zajadłe walki podczas  „Krwawych Zaduszek Wielkiej Wojny”  w 1914 roku a w roku 1944 walki toczyły się bezpośrednio pod oknami dworu.

Dwór w Leszczkowie w okresie międzywojennym XX wieku

Zaraz przed nadejściem frontu podczas ostatniej Wojny dwór został ewakuowany a Mikułowscy-Pomorscy zabrali na wozy co się dało z jego wyposażenia. Nie wiadomo zatem czy ślady ognia na ikonie pochodzą z czasów Jerzego Ossolińskiego, Antoniego Ledóchowskiego, ratowania majątku podczas I Wojny, kiedy szrapnel wylądował w pokoju dworskim, czy może coś stało się podczas wojennej tułaczki w roku 1944. Pewne jest jedno. Dzisiaj to sentymentalnie bezcenna pamiątka po czasach minionych, pamiętająca Ossolin i Leszczków. Ossolińska Madonno – bądź z nami na zawsze!

spacer

Fabryka przetworów owocowych i warzywnych w Leszczkowie

Fabryka przetworów owocowych i warzywnych w LeszczkowieOprócz mieszkańców i badaczy lokalnej historii niewiele osób wie, że w Leszczkowie był ongiś dwór zamieszkiwany przez właścicieli tutejszych ziem. Czas zaciera ślady nie tylko w miejscu jego posadowienia, ale również w ludzkiej pamięci. Początkiem XX wieku Leszczków znajdował się w rękach rodziny Mikułowskich-Pomorskich. Stanisław, dziedzic majątku, gospodarował nim z wielkim rozmachem. W 1904 roku wybudował fabrykę, w której to przetwarzał płody leszczkowskiej ziemi wyrabiając z nich przetwory owocowo-warzywne. 

Początki przedsiębiorstwa nie były zbyt udane. Mikułowski-Pomorski nie posiadał ani stosownego do jego prowadzenia wykształcenia ani tym bardziej doświadczenia w branży. W związku z powyższym wynajął jeszcze w 1903 roku niejakiego Karela Sousedika, czeskiego „eksperta” od przetwórstwa owocowo-warzywnego, powierzając mu rolę dyrektora fabryki. Sousedek, osiedlił się początkowo sam w Leszczkowie a następnie ściągnął z Limanowej, mieszkających tam u rodziców żonę i syna. Nowy dyrektor to dość zagadkowa postać. Doświadczenie zdobywał jako piwowar w browarze swojego teścia, Albina Kollorosa w Skawinie a następnie już jako dyrektor w fabryce owoców przetworzonych w Trebenice w Czechach. Z niejasnych powodów stracił tam pracę i po kilku małych epizodach zawodowych został zatrudniony przez Mikułowskiego-Pomorskiego. Nie był to najszczęśliwszy zbieg okoliczności. Być może, gdyby dziedzic mocniej sprawdziłby referencje nowego dyrektora nie zdecydowałby się na jego zatrudnienie. Sousedik okazał się oszustem i w krótkim okresie czasu (1rok) doprowadził majątek do skraju bankructwa. Stało się zatem rzeczą jasną, że musi opuścić Leszczków i w 1905 roku przenosi sie do Warszawy. Jego syn Stanisław wspomina jednak lata dzieciństwa spędzone w Leszczkowie bardzo pozytywnie. Chodził tu do lipnickiej szkoły, o poznanych członkach rodziny Pomorskich wyrażał się bardzo pozytywnie. W książce opisującej m.in. czasy leszczkowskie jego życia („Svět ve kterém jsem žil”) inaczej jednak przedstawia powód nagłego opuszczenia majątku przez swoją rodzinę. Otóż uważa, że jego tato był zbyt ambitny, żeby pracować w niewielkiej fabryce na prowincji. Znalazł pracę w większej, na przedmieściach Warszawy i wówczas opuścił Leszczków. Decyzję miała rzekomo przyspieszyć nieobecność hrabiego Stanisława w majątku, spowodowana strachem przed zaciągnięciem go do wojska w związku z trwającą wojną rosyjsko-japońską.

Karel i Marie Sousedikowie

 

Ile w tym prawdy do końca nie wiadomo, pewnym jednak jest, że młody Mikułowski-Pomorski trafił do Brunszwika w Niemczech, gdzie postanowił zażyć nauki, tym razem w kierunku tego czym chciał się zajmować. W 1905 roku otrzymał tytuł technika konserw w szkole konserwowania a następnie zdobył dyplom technika mleczarstwa w szkole mleczarskiej. W 1906 roku ukończył też Szkołę Handlową dr Brahmera i rozpoczął pracę jako asystent w stacji doświadczalnej przemysłu konserwowego w Brunszwiku. W 1907 roku powrócił do kraju by tym razem już samodzielnie kontynuować rozwój podupadającej wówczas fabryki. 

Po powrocie hrabia Stanisław rozpoczął intensywnie gospodarzyć majątkiem. Wiedząc już znacznie więcej o zarządzaniu fabryką skupił się na jej rozwoju. Zatrudnienie znajdowało w niej w zależności od sezonu od 5 do nawet 30 osób. Mikułowski-Pomorski założył wielki sad, z którego owoców wytwarzane były soki, powidła, konfitury, kompoty. Owoce były też suszone. Zbierane i przetwarzane były również warzywa. Nasz bohater celował szczególnie w szparagach, groszku, fasoli i pomidorach. Ciekawym produktem, który aktualnie prawie nie występuje były suszone ziemniaki. Założył też hodowlę karpia powiększając wciąż ilość stawów hodowlanych aż do kilkunastu (ślady po tych działaniach są widoczne do dzisiaj) 

Stanisław w młodości studiował dwa kierunki w Rydze – medycynę a następnie maszynoznawstwo na politechnice. Nigdy studiów nie ukończył, ale dzięki bytności w tym mieście nawiązał szereg kontaktów, które umożliwiały mu później realizację kontraktów biznesowych. I tak z Rygi sprowadzał m.in. puszki w których umieszczał wytwarzane w fabryce przetwory. Opakowania szklane, w tym butelki, pochodziły natomiast aż z Paryża. Roczny obrót fabryki wynosił około 50tys rubli (w przeliczeniu na współczesne złotówki to ponad 1 mln złotych). O podobnej wartości był również kapitał zakładowy fabryki.

W 1909 roku Mikułowski-Pomorski wziął udział w organizowanej z wielkim rozmachem Wystawie Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie. Wystawa ta była największą tego typu imprezą organizowaną na ziemiach polskich przed I Wojną Światową. Co prawda żadnej nagrody na niej nie zdobył, ale już nie lada wyróżnieniem dla jego fabryki była możliwość wystawienia się w Pawilonie Głównym, najbardziej reprezentacyjnym budynku wystawy, w którym  to wystawiali się najwięksi przedsiębiorcy branży przemysłowej z terenu Królestwa Polskiego i zagranicy.

Wystawa Przemysłu i Rolnictwa w Częstochowie – PAWILON GŁÓWNY

Jednym z ostatnich opisów fabryki na jaki można natrafić, jest opis wykonany przez samego Stanisława Mikułowskiego-Pomorskiego, który relacjonuje zniszczenia okolicy Leszczkowa po zakończeniu bitwy nad Opatówką 1-3 listopada 1914 roku. Budynki fabryki jak i całe zabudowania dworskie ucierpiały wówczas znacznie. Fabryka jednak została odbudowana i rozpoczęła działanie już po zakończeniu walk. Definitywnie zakończył jej historię pożar. Krótko po nim zmarł również hrabia Stanisław (1924) a majątek przeszedł w ręce jego żony.

Stanisław został pochowany na cmentarzu parafialnym w Malicach Kościelnych.

Nagrobek Stanisława Mikułowskiego-Pomorskiego w Malicach Koscielnych

 

spacer